Muzyka widziana sercem i słuchana duchem

CIEKAWOSTKI


W 1982 roku Donald wydał nową płytę: znany chyba wszystkim The Nightfly. To był pierwszy album z muzyką pop, który został nagrany całkowicie cyfrowo. Oprócz doskonałych utworów, które bardzo przypominają dwa ostatnie utwory Steely Dana, płyta jest również wspominana ze względu na niezwykłą jakość nagrania, do tego stopnia, że nadal jest używana do testowania jakości systemów hi-fi. Pomiędzy płytami CD i LP ta ostatnia jest uważana za najlepszą i pozostaje jednym z punktòw odniesienia w dziedzinie audiofilskiej. Niestety, w kolejnych kreacjach realizatorom dźwięku nigdy nie udało się dorównać niesamowitej dynamice i jakości The Nightfly.

*


ALAN LOMAX
„Bez Alana Lomaxa być może nie byłoby eksplozji Bluesa, podobnie jak nie byłoby Beatlesòw, Rolling Stonesòw i Velvet Underground” - powiedział Brian Eno i miał rację. Dlaczego? Kim był Alan Lomax? Był amerykańskim etnomuzykologiem, antropologiem i producentem nagrań. Podróżował po całym świecie, zbierając piosenki, materiały dźwiękowe, świadectwa; był "Krzysztofem Kolumbem", ktòry wkroczył na terytoria Afroamerykanów, docierając do korzeni ich muzyki i tworząc unikalną na świecie kolekcję, która była podstawą dziedzictwa, na którym wyrosła muzyka ludowa, blues, jazz, gospel i wiele anegdot o najbardziej ukrytej i podziemnej stronie muzyki. Jeśli dzisiaj wiemy, co śpiewała babcia podczas gotowania, a dziadek pieląc grządki, jest to zasługą Alana Lomaxa. Nagrał wszystko na taśmach i skompilował gigantyczne dziedzictwo muzyki popularnej, przechował muzyczne bogactwo przybyłe z Afryki do Ameryki wraz z czarnymi niewolnikami. W 1977 roku zlecono mu wybranie muzyki dla  projektu Voyager, który miał zanieść w kosmos dowody cywilizacji człowieka. I Lomax wybrał: piosenki Blinda Willie Johnsona, Louisa Armstronga, Bacha, Mozarta, Beethovena, muzykę z And i pieśni Navajo, muzykę polifoniczną Pigmejów i pieśni gruzińskiego Kaukazu. Zwykł mawiać „To ludowy piosenkarz ujawnia charakter swojego kraju”.

*


OD CZARNEGO SKIFFLE DO ROCK'N'ROLLA

Jest rok 1961, Beatlesi są prezentowani po raz pierwszy w Cavern Club of Livelpool, w klubie jazzowym zainaugurowanym w 1957 roku przez Alana Syntera, który nie był zadowolony z tego, że w jego siedzibie grano wówczas innowacyjny i nowoczesny rock'n'roll. W zasadzie było to miejsce, w którym grano jazz, czarną muzykę i popularnego „skiffle”, więc wcześniej grał i John Lennon ze swoją grupą Quarrymen, ale ... John ściągnął już na siebie gniew właściciela, gdy z Quarrymenami przyszło mu do głowy zaśpiewać utwòr Elvisa „Don't be cruel”. Z czasem wszystko nieznacznie się zmieniło. Właścicielem Cavern Club of Livelpool od 1959 roku został Ray Mcfall i pozwolił grupom grać tematy beat lub rock'n'roll podczas sesji popołudniowej. Było to w jedno z tych popołudni, kiedy John, Paul, George i Pete Best (wciąż nie było z nimi Ringo) zadebiutowali jako The Beatles, a do sierpnia 1963 roku Cavern Club of Livelpool będzie ich drugim domem (lata, kiedy to 'she loves you' będzie numerem 1 na brytyjskich listach.

*


"Mary had a little lamb" (Mary miała małą owieczkę) to anglojęzyczna rymowanka wymyślona w XIX wieku w Ameryce Północnej. Było to również pierwsze zdanie, które nucąc Thomas Alva Edison zarejestrował na swoim fonografie, 6 grudnia 1877 r. w laboratorium Menlo Park (New Jersey). W ten sposób rymowanka stała się pierwszą nagraną piosenką w historii. Liczne jej wersje nagrane na przestrzeni lat naprawdę zasługują na muzyczne smakowanie:


*


PROCEDER CHRZEŚCIJANIZOWANIA I DEMONIZOWANIA UPRAWIANY PRZEZ KOŚCIÓŁ

Jednym z najbardziej znanych logo w dziedzinie muzyki jest nazwa słynnej australijskiej grupy hard rockowej AC / DC. Ale co oznacza ten napis? Oczywiście Kościół, który cierpi na manię powszechnej Uniwersalnej wielkości (w rzeczywistości wyraz "katolicki" oznacza "powszechny"), zawsze trzymał na oku wszystko to, co mogło mu zaszkodzić, ale często popadając w pułapkę chrystianizowania i demonizowania tego, co chrześcijańskie i demoniczne wcale nie jest. W przestrzeni muzycznej Kościół zawsze cenzurował wiele "satanistycznych i demonicznych" piosenek, które w najmniejszym stopniu nie mówią ani o Kościele, ani o Jezusie, a nawet o nich nie myślą. Pamiętam doskonale księży parafialnych, którzy zakazywali słuchania Metalu z powodu domniemanego satanizmu i ostrzegali, że to bluźnierstwo nazywać grupę chrześcijańskim akronimem AC / DC (przed Chrystusem i po Chrystusie), a jeśli dodamy do tego dwie piosenki AC / DC pt. :„Autostrada do piekła” (Highway to Hell) i „Piekielne dzwony” (Hells Bells), bałagan jest gotowy. Warto zatem usłyszeć dzwonek prawdy, a nie dzwon Kościelny ...
Kiedy chłopcy z AC / DC nagrywali swoje pierwsze piosenki, nie wiedzieli jak nazwać swòj zespòł. Na gniazdkach z prądem zauważyli skròt „AC” (Alternate Corrent = prąd naprzemienny), znak prądu lub energii w centrum w formie błyskawicy i wreszcie skròt „DC” (Direct Corrent = prąd stały). A więc: jaki Jezus? Kto myślał o beszczeszczeniu Kościoła? To Kościół myśli, że o nim myślą w świecie, który toczy się bez zastanawiania się nawet przez chwilę nad jego świętymi; to Kościół wymaga, by go profanowano w świecie, który tendencyjnie nie troszczy się o jego istnienie. Kościòł samodzielnie nadaje sobie znaczenie, którego w oczach wielu nie posiada i czyni z siebie ofiarę tych, którzy nawet nie zwracają na jego instytucję uwagi.

*


Stanley Jordan
Gra na gitarze jak na fortepianie, jego technika jest nowatorska i niepowtarzalna

*


BETTE DAVIS EYES (1981)

"Bette Davis Eyes" to piosenka pop Jackie DeShannon z 1974 roku, z którą w rytmie pop rocka w 1981 roku odniosła sukces Kim Carnes. Opowiada o kobiecie o dwóch twarzach, silnej woli i porywczości, ale także zdolnej do słodyczy, o kobiecie z platynowymi blond włosami i ustami, które są słodką niespodzianką. Jest świadoma siebie i jest w stanie doprowadzić do ostateczności. A to dlatego, że jest kobietą, która ma to, co najlepsze w hollywoodzkich ikonach tamtych czasòw: platynowe blond włosy Jean Harlow, pewną siebie i kocią uwodzicielskość Grety Garbo i wreszcie magnetyczne spojrzenie i słodycz oczu Bette Davis.

*


MUZYKA, KTÓREJ SŁUCHAŁA MAMA

Na pewno słyszeliście to słynne nostalgiczne zdanie: „Kiedy byłem dzieckiem, słyszałem, jak moi rodzice słuchali tej piosenki!”. Nawet najwięksi giganci muzyki słyszeli muzykę "rodzicòw" w swoich domach, gdy byli dziećmi, a wielu z nich pozostało pod wpływem dawnych artystów, których - niestety - kolejne pokolenia skazały na zapomnienie, zwłaszcza muzykòw z pierwszych dekad XX wieku.
Najbardziej sensacyjnym przykładem jest Rosetta Tharpe; już w wieku 4 lat śpiewała i grała na gitarze jako podróżująca ewangelistka Kościoła Bożego w Chrystusie, ale muzykę sakralną udało jej się grać 
na swòj sposòb ròwnież w głębinach nocnych klubów. Tak właśnie wyglądała jej muzyka Gospel, podległa wpływom wszystkich czarnych rytmów: jazzu, soulu, bluesa, swingu... Ta mieszanka nadała jej osobistemu brzmieniu pierwsze rock'n'rollowe odcienie i dlatego Rosetta Tharpe nazywana jest "Matką Chrzestną Rock'n'Rolla", wirtuozerką swej epoki w grze na gitarze.
Wywarła wpływ na wczesnych muzyków rock and rolla, w tym Little Richarda, Johnny'ego Casha, Chucka Berry'ego, Elvisa Presleya i Jerry'ego Lee Lewisa, gdy muzyka tej kobiety napłynęła do domów rodziców tych dzieci.

Jeśli lubimy danego piosenkarza, zadajmy sobie lepiej pytanie: kim byli jego ulubieni piosenkarze?



*

Uporządkowanie Gwiazd

3 lipca 1973 roku David Bowie wystąpił w londyńskim Hammersmith Odeon podczas ostatniego koncertu trasy „Ziggy Stardust Tour”. Niespodziewanie, bez ostrzeżenia, pod koniec koncertu muzyk ogłosił, że będzie to ostatni koncert ery Ziggy'ego Stardusta i że jego kultowa postać zniknie na zawsze. Wydarzenie to oznaczało nie tylko „symboliczne” zabicie Ziggy'ego, ale także śmierć jego kultowej postaci. 
Drobny złodziejaszek o nazwisku Steve Jones wspomina: „Wszystko było na scenie! Grali przez dwie noce, a po pierwszej nocy zostawili tam cały sprzęt. Znałem Hammersmith Odeon jak własną kieszeń — zawsze się tam chowałem. Byłem jak Upiór w Hammersmith Odeon! Była około drugiej w nocy i nie było tam nikogo oprócz faceta siedzącego w czwartym lub piątym rzędzie; spał i chrapał. Była grobowa cisza. Zakradłem się na scenę i ukradłem talerze, wzmacniacz basisty i kilka mikrofonów. Wziąłem mikrofon Bowiego umazany jego szminką!” Potrzebował tych instrumentów dla swojego nic nieznaczącego i nieznanego zespołu o nazwie The Stands - ten zespół stał się później Sex Pistols. Nikt nie wiedział, że na tym ostatnim koncercie, jako fan Bowiego, był też 16-letni chłopiec o imieniu Sid Vicious, przyszły basista Sex Pistols.



Młody mężczyzna nazwiskiem Sid Vicious, lat 16, uczestniczył 12 maja 1973 r. w koncercie Davida Bowiego w Earl's Court. Co ciekawe, pod koniec tego tournee, w Hammersmith Odeon, inny młody mężczyzna, Steve Jones, czekał na koniec koncertu Bowiego, aby ukraść trochę sprzętu i mikrofonów, które posłużyły potem do założenia zespołu o nazwie The Stands, a który po latach, wraz z Sidem, przekształcił się w Sex Pistols.
Naprawdę nazywał się John Simon Ritchie. Urodził się 10 maja 1957 roku w Londynie, zmarł 2 lutego 1979 r. w Nowym Jorku. Dorastał w katastrofalnej rodzinie, porzucony przez ojca po urodzeniu i pod opieką matki uzależnionej od narkotyków. Imię Sid Vicius nadano mu wiele lat później przez piosenkarza Sex Pistol, Johna Lydona. Sid, ponieważ tak miał na imię chomik Johna, Vicious, ponieważ Lydon uważał go za złego i pełnego wad.
Sid Vicious nie miał talentu do gry na basie. Zapewne nawet do muzyki. Jego kariera muzyczna przed Sex Pistols ograniczyła się do jednego wieczoru jako perkusista Siouxsie i The Banshees. Został zatrudniony w celu zastąpienia basisty Glena Matlocka. Jego instrument był często odłączany od wzmacniacza przez jego własnych towarzyszy, aby nie powodować dysharmonii. Został wybrany ze względu na punkowy charakter: agresywny, dziki, prawdziwe sceniczne zwierzę. Rzucał się na publiczność z pięściami, dlatego mówi się, że to on - bez zastanowienia - wymyślił na koncertach pogo. Pluć, taka była rola Sida. Plucie na cały świat: typowy dla Punku brak szacunku, w najczystszej postaci.
Nie ma Sida bez Nancy... Poznali się na początku 1977 roku. Była fanką, groupie, a właściwie prostytutką i nie chciała tego ukrywać. To była punkowa dusza najbardziej punkowego członka zespołu punkowego, w pełnym tego słowa znaczeniu.
Nancy była uzależniona od heroiny i zapoznała Sida z heroiną. Koło zostało zatoczone. Nancy zginęła 12 października 1978 roku w pokoju w hotelu Chelsea, w miejscu swego rodzaju spotkań artystów. Została pchnięta nożem w brzuch. To Sid znalazł Nancy, wezwał policję i był głównym podejrzanym w sprawie śmierci. Ale Sid nic nie pamiętał, taki był stan dezorientacji po heroinie i innych narkotykach. Mówi się, że Mick Jagger pomógł mu w znalezieniu najlepszych prawników, a Sid ostatecznie został zwolniony za kaucją. Po wyjściu na wolność nie robił nic, jedynie zażywał heroinę, dopóki nie przedawkował. Zmarł w wieku 22 lat.
Chciał tylko, żeby go pochowano obok Nancy, w dżinsach, skórzanej kurtce i bojówkach. Jego przedwczesna śmierć była aktem przewrotnej chwały. Bardzo głupia rzecz, bo Sid nie miał żadnego talentu poza talentem do samozniszczenia. Dlatego jest symbolem dla młodych ludzi bez talentu i ponieważ jest ich większość, z tego powodu wnioskujemy, czemu Sid Vicious stał się mitem i legendą bez żadnej zasługi.


*

DLACZEGO MADONNA STAŁA SIĘ ZJAWISKIEM MASOWYM?

Przede wszystkim musimy zrozumieć, że stado potrzebuje słomy, więc wszystko, co uderza w masy, jest prawie zawsze powierzchowne i pozbawione smaku, bo to właśnie może zaoferować praktyka handlowa, kapitalistyczna i konsumpcyjna. Madonna przedstawiała się publiczności jako taka, o jakiej marzyły wszystkie dziewczyny lat 80-tych: niezależna, libertyńska, pozbawiona skrupułów, a jednocześnie przeciętna, taka, która poradziła sobie bez żadnego przygotowania, bez sławy i bez pieniędzy. Jeśli więc połączymy to z pragnieniem każdego młodego hetero mężczyzny, czyli z marzeniem o dziewczynie, która publicznie chodzi w koronkach i bieliźnie, to Madonna posiadała wszystkie zwycięskie karty, aby stać się ikoną popu. Madonna stała się w ten sposób młodzieńczą fantazją dla masturbacji każdego heteroseksualnego mężczyzny oraz dziewczęcą sentymentalną nadzieją na bycie kobietą w męskim świecie dla rodzącej się wówczas emancypacji kobiet. 
Musimy więc zdać sobie sprawę z tego, że nawet jeśli jej piosenki są łatwe i chwytliwe, Madonna zerwała społeczne łańcuchy, które utrzymywały kobiety na marginesie świata sukcesu. Pochodziła z ery MTV, gdzie obraz teledysku liczył się bardziej niż doskonałość muzyki, dlatego w zdecydowanie nieoczekiwany sposób przedłożyła „styl” nad treść i podbiła pozory masy bez treści. 
Można argumentować, że Madonna była pionierką upadku moralności na dzisiejszej scenie pop. Po niej można było zobaczyć takie kobiety jak Lady Gaga, Britney Spears, Shakirę, które bez problemu moralnego pojawiały się na scenach muzycznych, bo to Madonna walczyła z katolickim stereotypem moralnym. Nieprzypadkowo nosi imię Madonna (z punktu widzenia jej włoskiego pochodzenia jest to słowo oznaczające „Dziewicę Maryję”), które w połączeniu z filmami przedstawiającymi płonące krzyże i seks homoseksualny wywołało moralne trzęsienie ziemi w Kościele katolickim; była dosłownym ucieleśnieniem dychotomii Madonna/dziwka. Ważna była już nie jej muzyka, ale jej wizerunek ikony gejów, flagi feminizmu, przykład wolnej, silnej, bogatej ekonomicznie i niezależnej kobiety.
Madonna była wszystkim tym, co społeczeństwo zbudowało w wyobraźni każdej biednej dziewczyny. W ten sposób Madonna stała się niezrównanym kapitalistycznym marketingiem i zwyciężyła, ponieważ wszystko to, co w jej czasach wydawało się u Madonny transgresyjne, wywrotowe i zakazane, dziś stało się w naszych oczach naiwne, niewinne i oczywiste oraz w zasięgu każdej ręki.


*


Piosenka „The Last Kiss” jest jedną z najpopularniejszych w Ameryce Łacińskiej. W latach 60-tych peruwiański zespół rockowy Los Doltons wykonał piosenkę w języku hiszpańskim i osiągnął pierwsze miejsce na listach przebojów peruwiańskiego radia. Następnie Kolumbijczyk Alci Acosta uczynił z niej hymn żałobny latynoskich kochanków po stracie wielkiej miłości. Piosenka została nagrana również przez Pearl Jam i stała się najbardziej udanym singlem zespołu w 1997 roku. Niewiele osób wie, że oryginalny utwór został napisany przez grupę Wayne Cochran & the CC. Riders w 1961 roku, choć ich wersja utworu nie odniosła wielkiego sukcesu.




*


„René był jedynym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek całowałam i kochałam. Różnica wieku między nami wynosiła 27 lat. Poznałam go, gdy miałam zaledwie 12 lat, a on poślubił mnie, gdy miałam 26 lat. W 1981 roku miał 38 lat i po wysłuchaniu jednego z moich demo, był pod takim wrażeniem, że zdecydował się zastawić swój dom, aby sfinansować mój pierwszy album, na długo przed tym, zanim zbudowałam moją fortunę wartą 500 milionów dolarów.
Nasza historia miłosna trwała 21 lat, podczas których urodziła się nam trójka dzieci. René był jedynym mężczyzną, z którym miałam romantyczną, intymną relację. Po jego śmierci z powodu nowotworu w styczniu 2016 roku  nie mam zamiaru szukać nowej miłości. Nadal go kocham; zawsze jestem w nim zakochana. Znajduję miłość w moich dzieciach, w moich fanach i w ludziach, którzy pracują obok mnie. Idę spać, wyobrażając sobie go obok mnie. Śpię i występuję z nim na scenie. Nadal czuję się jego żoną.”

- Céline Dion -

*


Ola Hudson dała się poznać w świecie rozrywki jako stylistka wielu gwiazd muzyki, takich jak Ringo Starr, Iggy Pop czy David Bowie, z którym była w intymnym związku przez kilka lat.
Po rozwodzie przeprowadziła się do Los Angeles, zabierając ze sobą syna Saula Hudsona, a środowisko stylistów i muzyków przygotowało małego chłopca do świata rozrywki. Sam później nazwał się Slashem (gitarzysta Guns N' Roses). Slash, w australijskim radiu „Triple M” wyznał, że w wieku zaledwie 8 lat zaniepokoił go widok Davida Bowie i jego matki w łóżku… nagich.

*


Wydany w 1984 roku Take On Me to synth-popowy klejnot, który naznaczył brzmienie całego pokolenia. Jego dziedzictwo jest nie do zatrzymania (ponad miliard wyświetleń na YouTube). Na zdjęciu on i ona 40 lat później :)

*


Jeśli posłuchmy uważnie początkowego riffa tych trzech piosenek, nie sposób nie rozpoznać, że są to te same utwory. Ale który jest oryginałem? Zespół Killing Joke wniósł pozew przeciwko Nirvanie, oskarżając o plagiat riffa piosenki „Eighties” w singlu Nirvany „Come as You Are”. Pozew został jednak wycofany w wyniku śmierci Kurta Cobaina. Wiele lat później sami Killing Joke zostali oskarżeni o skopiowanie riffa utworu „Eighties” z piosenki „Life Goes On” zespołu The Damned. Jeśli więc najstarsza piosenka należy do zespołu The Damned, to wszyscy ją kopiowali.

*


Beatallica to zespół heavymetalowy założony w 2001 roku w Milwaukee w Stanach Zjednoczonych. Ich piosenki zazwyczaj składają się z piosenek Beatlesów w połączeniu z utworami Metalliki (na przykład piosenka The Thing That Should Not Let It Be jest połączeniem Let It Be Beatlesów i The Thing That Should Not Be Metalliki), chociaż czasami podstawą jest po prostu utwór Beatlesów, który jest komponowany na nowo w stylu heavy metalowym, a jego tekst jest przepisywany i zastępowany parodią, np. piosenka Beatlesów „All you need is love” staje się „All you need is Blood”.

*


Tielman Brothers byli holendersko-indonezyjskim zespołem, który w latach 50-tych XX wieku jako pierwszy odniósł sukces na międzynarodowej rock'n'rollowej scenie muzycznej. Pionierzy rock'n'rolla jeszcze przed Elvisem Presleyem, Beatlesami i Rolling Stonesami.

*


Rok 1995, Amy Lynn Lee Hartzler ze swoim misiem i tęczowym pudełkiem na lunch wygląda na prostą dziewczynę - "czysta" twarz uczennicy, klasyczna dziewczyna z sąsiedztwa... 
Rok 2005, piosenkarka Amy Lee, księżniczka ciemności, królowa gotyku i metalu alternatywnego.

*


Duet Smith & Orzabal początkowo przyjął nazwę „History of Headaches”. Ich ostateczna nazwa, „Tears for Fears”, została zainspirowana rozdziałem z książki z dziedziny psychoterapii, „Prisoners of Pain” autorstwa amerykańskiego psychologa Arthura Janova, która zyskała szeroki rozgłos po tym, jak John Lennon został jego pacjentem w 1970 roku. Wkrótce zespół zmienił nazwę z odzwierciedlającej problemy emocjonalne („History of Headaches”) na inspirowaną terapią, która miała je leczyć („Tears for Fears”). Nazwa zespołu odzwierciedla sedno ich filozofii… Tears for Fears… Filozofia ta polega na uwolnieniu tego, co nas dusi, poprzez otwartą ekspresję, na wykrzyczeniu bólu i strachu.


HISTORIA SIĘ POWTARZA

Czy pamiętacie pierwszy teledysk wyemitowany przez nowiutką stację MTV Music? To była piosenka zespołu The Buggles: „Video Killed the Radio Star”. Wyznaczyła ona punkt zwrotny swego pokolenia, ponieważ muzyki nie słuchano już jedynie uszami w radiu, lecz oglądano oczami w telewizji. My, młodzi ludzie lat 80-tych, byliśmy tym zachwyceni i dorastaliśmy z tego typu teledyskami. Dziś, po 44 latach, istnienie kanału MTV Music dobiega końca, ponieważ tak jak MTV zabiło muzykę w radiu, tak dziś YouTube, Spotify i media społecznościowe zabiły teledyski w telewizji. Nie musimy już czekać na teledysk, który nam się podoba; sami szukamy go online. 
MTV Music już dawno wyszedł poza muzykę; jego program był pełen kreskówek, reality show i seriali telewizyjnych skierowanych głównie do nastolatków, ale ogólnie rzecz biorąc, był to kanał kiczowaty. My, tęskniący za latami 80-tymi, zrozumieliśmy teraz wartość czekania na piosenkę, a tym bardziej my, tęskniący za latami 70-tymi, znamy introspektywną wartość radiowego głosu, który towarzyszył nam w marzeniach o piosence. Tamte realia zupełnie nie przypominają współczesnych, a dzisiejsi DJ-e pozostawiają niewiele miejsca dla muzyki i stawiają siebie w centrum uwagi, chwytając słuchaczy na wędkę swej popularności a nawet życia prywatnego, nie wspominając o nadmiernej reklamie. Naprawdę wszystko się zmieniło i rozpoczęła się kolejna era - cyfrowa w rękach sztucznej inteligencji.


ZŁOWROGA PIOSENKA

„Every Breath You Take” to utwór z 1983 roku wykonany przez zespół The Police, w całości napisany przez lidera, Stinga. Był to pierwszy singiel z albumu „Synchronicity”. Sting zdobył za niego nagrodę Grammy w kategorii Piosenka Roku (rok 1984). Utwór zajmuje 84 miejsce na liście 500 Najlepszych Piosenek Wszech Czasów magazynu „Rolling Stone” i wielkie Sting zarobił na niej pieniądze.
Nikt nie przypuszczał, że kwintesencja tej romantycznej ballady, która towarzyszy tysiącom wyznań miłosnych, narodziła się pewnej nocy, gdy Sting nie mógł otrząsnąć się po rozczarowaniu rozwodem. Piosenka wcale nie jest o miłości, ale o prześladowaniu, obsesyjnej kontroli i szpiegostwie. Piosenka opowiada o mężczyźnie cierpiącym na kompulsywną zazdrość, o mężczyźnie szpiegującym swoją byłą dziewczynę i monitorującym każdy jej ruch, każdy oddech, każdy zamiar. Urok tej piosenki tkwi w jej delikatnej, romantycznej melodii, kojącym basie i hipnotyzującej perkusji. 
Sam Sting wyznał po latach: „Brzmi jak kojąca piosenka o miłości. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy, jak jest złowieszcza. Prawdopodobnie myślałem o Wielkim Bracie, inwigilacji i kontroli, i uśmiecham się, gdy uświadamiam sobie, jak wiele osób wybrało ją na swój ślub… to diaboliczna piosenka!”
Czasami sztuka jest lustrem, w którym odbija się to, co chcemy widzieć. Miliony ludzi wolało widzieć miłość tam, gdzie była tylko paranoiczna zazdrość.


DIABELSKIE TONY

Kościół katolicki zakazał w średniowieczu używania trytonu. Diabolus in musica („diabeł w muzyce”) to średniowieczna nazwa trytonu, interwału muzycznego składającego się z trzech całych tonów (sześciu półtonów) między dwoma dźwiękami, znanego z dysonansowego, niestabilnego i niepokojącego brzmienia. Był kojarzony z diabłem ze względu na swoją zdolność do tworzenia uczucia napięcia i alienacji u słuchacza (wiele urządzeń alarmowych i syren wykorzystuje tryton, dlatego są tak niepokojące). W średniowiecznych chórach śpiewacy mieli trudności z odśpiewaniem tego typu fragmentów, co powodowało niestabilność, dlatego tryton był kojarzony z diabłem, ze względu na ten chaos i „niepokojący” efekt. W czasach współczesnych tryton jest powszechnie używany do wyrażania udręki i tajemnicy w niektórych gatunkach muzycznych. Na przykład Tony Lommi, gitarzysta Black Sabbath, uczynił z niego swoją mocną stronę, tworząc mroczne brzmienie heavy metalu.


KARIERA WOKALISTKI ZNISZCZONA W KILKA SEKUND

3 października 1992 roku Sinéad O'Connor, zaproszona do programu Saturday Night Live, zaśpiewała zgodnie z planem utwór Boba Marleya „War”. Nikt jednak nie spodziewał się finału: patrząc gniewnie w kamery, wyjęła zdjęcie Papieża i podarła je podczas emisji na żywo. To zdjęcie ma smutną historię: 
„W dniu, w którym zmarła moja matka, moi bracia i ja postawiliśmy stopę w jej domu po raz pierwszy od wielu lat. Aby poszukać naszych sekretów. Nie jej. Zdjęłam ze ściany w jej sypialni jedyne zdjęcie, jakie kiedykolwiek powiesiła – zdjęcie Papieża Jana Pawła II.
Zrobiono mu je podczas jego podróży do Irlandii w 1979 roku. „Młodzi ludzie z Irlandii” – powiedział po widowiskowym pocałunku ziemi na lotnisku w Dublinie, tak jakby ocalał po przerażającym locie – „Kocham was”. Stek bzdur. Nikt nas nie kochał. Nawet Bóg. Nawet nasze matki i ojcowie nas nie znosili. Zawsze chciałam zniszczyć to zdjęcie Papieża. Symbolizowało kłamstwa, kłamców i nadużycia. Ludzie, którzy przechowywali takie rzeczy, byli diabłami, jak moja matka. Nie wiedziałam kiedy, gdzie i jak, ale wiedziałam, że w odpowiednim momencie je zniszczę. Dlatego od tamtego dnia zabierałam je ze sobą, gdziekolwiek się udawałam. Bo nikogo nie obchodziły irlandzkie dzieci... dzieci przemycające narkotyki, dzieci gwałcone przez księży, których akta „zawieruszyła” policja i biskupi, kiedy ich rodzice zgłosili nadużycia. A jeszcze bardziej mam ochotę zniszczyć zdjęcie mojej matki."
Ta kobieta była swego rodzaju prorokiem, bo lata później odkryto i ujawniono okrucieństwa pedofilii w Kościele katolickim, ale w międzyczasie Sinéad O'Connor została dożywotnio wykluczona z NBC, a cała jej kariera muzyczna legła w gruzach. Powiedziała jednak, że to bolało o wiele mniej niż gwałty na irlandzkich dzieciach.
Wszyscy pamiętamy piosenkę, która przyniosła jej sławę w 1990 roku: „Nothing Compares 2 U”, napisaną i skomponowaną przez Prince'a w 1985 roku.


ZDEMASKUJMY FAŁSZYWY MIT O SATANISTYCZNYM ROCKU

Powszechnie wiadomo, że religijny moralizm demonizuje wszystko, co nieznane, wszystko, co aspiruje do ezoteryki, okultyzmu i nonkonformizmu. Nie każdy Rock jest satanistyczny, ale należy również pamiętać, że istnieją trzy nurty, które prawdziwie gloryfikują i czczą Satanizm – nie ten prawdziwy, ale instrumentalny, który podżega do przemocy i protestu.

1. Pierwszy typ to nurt bezpośredni. Teksty, prawie wszystkie po angielsku, zawierają pochwały i inwokacje do diabła. Przykład to scenografia Marilyna Mansona, gigantyczne zdjęcie ukrzyżowanego płodu nad sceną. Młodzi ludzie w makijażu alla Manson rozdzierają Biblie przy wejściu na koncerty, ale często ten wybuch gniewu jest bezpodstawny. To ludzie (jak kibice), którzy nie znają historii, nie rozumieją głębi filozofii, teologii ani metafizyki; po prostu dają upust swoim problemom poprzez muzykę.
2. Drugi jest pośredni, w którym imię Szatana nie jest wymieniane, ale wychwalana jest przemoc, życie nie ma wartości, a namawia się do totalnej transgresji. Na przykład utwór „Used to Love Her” zespołu Guns N' Roses wyraźnie nawiązuje do kobietobójstwa. Nie jest to zatem Rock Satanistyczny, ale nawołuje do przemocy, narkotyków i śmierci.
3. Trzeci typ to zaszyfrowany Rock Satanistyczny. Zastosowano tu w pomieszczeniach nagraniowych technikę „backmasking”. To nie przypadek. Technika ta była stosowana głównie w przypadku starych płyt winylowych. Łatwo było ręcznie obrócić płytę do tyłu, aby odsłonić ukryty przekaz, ale często prowadzi to do spekulacji i tendencji do twierdzenia rzeczy, których nie ma, jak u człowieka, który patrzy w chmury i widzi potwory i smoki, podczas gdy inny nie widzi tam niczego. Niektóre przypadki mogą być nawet zbiegami okoliczności: nikt nigdy nie pomyślałby, że słowo ROMA od tyłu będzie brzmiało AMOR, gdy Rzymianie nie mówili jeszcze po hiszpańsku.


CZY CIĘŻKI ROCK JEST KOMPATYBILNY Z ROMANTYZMEM?

Słuchanie romantycznej muzyki oczywiście przywodzi na myśl miłość. Ale czy ciężka muzyka może opisywać takie uczucia? Jakie uczucia może wzbudzić gatunek, który wielu nazywa satanistycznym? Interesujące nas tu gatunki muzyczne to gotyk, metal, heavy metal, thrash metal, black metal, death metal, brutal death metal, grindcore, punk i doom. Wielu przestępców przyznało się, że pewne utwory skłoniły ich do morderstw. Ale jaką winę ponoszą te zespoły, jeśli ktoś "namówiony przez utwór" popełni przestępstwo? Żadnej. Niektórzy ludzie mogą zabić lub popełnić samobójstwo nawet w rytm rozczarowania wzmocnionego romantyczną piosenką Julio Iglesiasa. To soba łączy swoje uczucia z konkretnymi utworami, więc jedna osoba może odczuwać blackmetalową inspirację romantyczną, inna nudę lub nostalgię, a jeszcze inna może być rozgniewana pozornie nieszkodliwą romantyczną piosenką, ponieważ przypomina jej o nieudanej miłości. Nie chodzi o piosenkę ani jej gatunek, ale o ludzi, którzy żyją tymi piosenkami i dają upust swojemu dobremu lub złemu sercu poprzez muzykę. Przestańmy więc demonizować muzykę; to ludzie, którzy jej słuchają, żyją w niej swoimi demonami. Weźmy pod uwagę, że prawie wszyscy seryjni mordercy uwielbiają muzykę klasyczną, tę uważaną za najbardziej abstrakcyjną, wzniosłą i duchową.


O SUPERMAN 
- Laurie Anderson - 1981

Ta piosenka była hitem, który przeszedł niepostrzeżenie do historii, tak jakby nigdy nie powstał. Powody są oczywiste: to utwór dla nielicznych. Osiem minut trwania sprawiło, że nie była komercyjna; odstraszał także dźwięk, ciągłe „ah ah ah” od początku do końca, jak młot lub bicie serca, które wywołuje niepokój, dla niektórych słuchaczy wręcz nie do zniesienia. Głos, głównie mówiony i filtrowany przez wokoder (ten, który znaliśmy z „The Robots” Kraftwerk), był zaczątkiem muzyki elektronicznej. Piosenkarka zaś była uczesana jak ktoś, kto właśnie wstał z łóżka, amerykanka, ale z artystycznym alla "factory" wyglądem. Bawiła się chińskimi cieniami, rozmawiając przez telefon z nieznanym i tajemniczym alter ego. 
Tekst mówił o nadlatujących samolotach, a później okazało się, że ma coś wspólnego z amerykańskim kryzysem zakładników w Iranie (w 1979 r.). Dwadzieścia lat później, po koncercie, na którym Laurie Anderson zaprezentowała tę piosenkę publiczności, sama artystka przyznała, że ​​niezwykle uderzyło ją, jak bardzo aktualny wydał się tekst tej piosenki w kontekście wydarzeń z 11 września 2001 r. Z tego powodu jest ona często uważana za hymn antywojenny.


2 grudnia 1971 roku Led Zeppelin wydał singiel „Black Dog”, otwierający jeden z najważniejszych, najsłynniejszych i najbardziej legendarnych albumów w historii muzyki. Zdefiniował dla przyszłych pokoleń na nowo rock, hard rock i bluesa. Zbudowane wokół dynamiki „zapytaj i odpowiedz” między wokalistą a zespołem, początkowe i końcowe wersy, śpiewane a cappella, inspirowane były piosenką „Oh Well” Fleetwood Mac z 1969 roku. Tytuł jest jednak mylący, ponieważ przez całą swoją karierę Led Zeppelin byli kojarzeni z mistycyzmem i okultyzmem. Wielu uważało, że „Black Dog” odnosi się do jakiejś wyimaginowanej demonicznej postaci, ponieważ Czarny Pies to nocne stworzenie powracające jako stały motyw w brytyjskim folklorze. Historie związane z tymi potwornymi duchami są szeroko rozpowszechnione na całym terytorium, od Szkocji po Walię, od Anglii po wyspy, ale tytuł odnosi się po prostu do psa, który faktycznie istniał. Inspiracją był bezimienny czarny labrador, który błąkał się po domku Headley Grange, gdzie nagrywano album, ale w tekście piosenki nie ma mowy o tym czarnym psie. Piosenka mówi zaś o miłościach (a raczej o seksie) poszukiwanych w nocnych klubach tylko na jedną noc. To niebezpieczne przygody, a jednak pełne przytłaczających i cudownych namiętności. Najsłynniejszym wersem piosenki pozostaje: „A big-legged woman ain't got no soul”. Być może tę dziką i mroczną miłość symbolizuje czarny pies? Utwór kończy się nadzieją na znalezienie prawdziwej kobiety, prawdziwej miłości: „kobiety godnej zaufania, która będzie trzymać mnie za rękę, nie będzie kłamać i uczyni mnie szczęśliwym”.


GŁUPIE PORÓWNANIA DLA RÓWNIE GŁUPICH LUDZI

Rywalizacja między Beatlesami a The Rolling Stonesami narodziła się w latach 60-tych XX wieku głównie jako chwyt marketingowy mający na celu skonfrontowanie ze sobą dwóch przeciwstawnych wizerunków: „dobrych starych chłopaków” z Liverpoolu z transgresywnymi blues-rockerami z Londynu. Ta medialna rywalizacja, zaaranżowana przez menedżera Stonesów, Andrew Looga Oldhama, zdefiniowała ich ikoniczne tożsamości, pomimo faktu, że zespoły żyły w rzeczywistości w przyjaźni i współpracy.
Ci, którzy naprawdę rozumieją muzykę, nie dokonują takich porównań, ponieważ oba są genialnymi zespołami; nie ma sensu ich porównywać. Niestety, pragnienie rywalizacji mas jest tak nieświadome, że muszą one walczyć o swoją dominację nad wszystkim (identyczne porównania istnieją chociażby w piłce nożnej: Pele kontra Maradona, Ronaldo kontra Leo Messi itp.). 
Rywalizacja została zaplanowana tak, aby przedstawić The Rolling Stonesów jako „złą” alternatywę do Beatlesów, którzy wówczas dominowali na rynku. Powtórzmy: te porównania to marketing, który się sprzedaje i ma na celu podsycenie gniewu mas spragnionych konkurencji.


4 marca 1966 roku angielska gazeta „London Evening Standard” zadała sobie trud opublikowania niewygodnego wywiadu z Johnem Lennonem, przeprowadzonego przez Maureen Cleave. Lennon stwierdził, że "chrześcijaństwo jest aktualnie w rozsypce i skazane na zanik. Ci, którzy przeżyją, zobaczą, czy mam rację, czy nie. Beatlesi są teraz bardziej popularni niż Jezus Chrystus. Nie wiem, co umrze pierwsze: rock and roll czy chrześcijaństwo. Jezus miał rację, ale jego uczniowie nie”. Było to szokujące stwierdzenie, które wywołało oburzenie, zwłaszcza w kręgach chrześcijańskich i w Kościele katolickim.

„Co by zrobił, gdyby miał do dyspozycji reklamy, płyty, filmy, telewizję i gazety? Chrystus dokonywał cudów, aby szerzyć swoje przesłanie. Cóż, cud jest dzisiaj środkiem komunikacji, więc korzystajmy z niego”.

Oświadczenie Lennona nie pozostało niezauważone. W jednej chwili twarz Lennona została opublikowana pod nagłówkiem „Beatlesi są sławniejsi od Jezusa.”

Nie trzeba dodawać, że to była prawdziwa katastrofa: dwa tygodnie przed rozpoczęciem amerykańskiej trasy Beatlesów reakcja opinii publicznej była daleka od pozytywnej. Wręcz przeciwnie, w największych amerykańskich miastach wybuchły demonstracje anty-The Beatles, a wraz z nimi pozwy sądowe, palenie płyt na ogniskach, a ich muzyka została zakazana w niektórych stacjach radiowych.
Interwencja menedżera Briana Epsteina była darem niebios. Przekonał on Lennona do publicznych przeprosin podczas konferencji prasowej: „Chciałem tylko powiedzieć, że zespoły beatowe są dziś dla młodych ludzi bardziej atrakcyjne niż religia”.


RUMOR, KTÓRY STAJE SIĘ DŹWIĘKAMI

Hałas podszywający się pod muzykę - tak krytykowano album „Electronic Sound”, pierwszy album studyjny brytyjskiego gitarzysty George’a Harrisona, wydany 9 maja 1969 roku. Podczas gdy Paul i John kłócili się o przywództwo w zespole Beatlesów, George Harrison studiował brzmienie tego, co później stało się ekologiczną i minimalistyczną muzyką elektroniczną, tak zwanym „Moog”. Ze względu na eksperymentalny charakter, „Electronic Sound” odniósł niewielki sukces komercyjny. Słuchając albumu, czujemy się jak dziecko, które losowo stuka w klawisze i dobrze się bawi (słuchacze przyzwyczajeni do muzyki Beatlesów odnosili takie wrażenie). Okładka „Electronic Sound”, namalowana przez George’a, przedstawia jego Mooga IIIP z czterema modułami syntezującymi dźwięk oraz eksperymenty z jego muzycznymi i elektronicznymi brzmieniami.












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz